niedziela, 14 lutego 2021

Motywacja. Góry. Hashimoto i pokonywanie własnych granic.

"...a po każdej ciężkiej, męczącej i trudnej trasie, będą na Ciebie czekać piękne widoki"

Tak to się jakoś mówi w kontekście gór. Tak mnie zachęcano, jak ciągano kilkuletnią Anitkę w góry. Nie wiedziała wtedy jeszcze, że wdreptanie na szczyt jakieś 700 m.n.p.m., w porównaniu z tym, czego dozna w życiu będzie łatwym i przyjemnym spacerkiem. I że bardzo się zaskoczy, że będzie się specjalnie męczyć, by te widoczki zobaczyć. Bo jak się raz zobaczy efekty, to chce się więcej. Bardziej zmęczyć, by zobaczyć jeszcze ładniejsze widoczki.

Coraz to bardziej skomplikowane trasy, coraz dłuższe wyprawy. Pot i zmęczenie stają się normą, bo wiemy, że przecież i tak minie. I wtedy nadejdzie zasłużony odpoczynek.

Bo to właśnie w tych najgorszych momentach, trudnych "szlakach" odkrywasz siebie. Doceniasz swój organizm, swoje ciało, że to wszystko tak dzielnie znosi i przede wszystkim SIEBIE SAMEGO, jako wartościową istotę. Bo się nie poddajesz, nie zawracasz, jesteś silny i wiesz, że warto. I że nawet jak dostajesz mocno wjebane, to otrzepujesz się i idziesz dalej. W każdym życiu bywają gorsze momenty, których nie unikniemy i liczy się tylko to, jak na nie zareagujemy. Rzucił mnie chłopak i nawet o tym nie powiedział, tylko zakładał już nową rodzinę. Utrata pracy. Choroba bliskiej osoby. Związek z toksyczną osobą. Szantaż emocjonalny ze strony rodziny. Depresja i brak sił nawet na wzięcie zwykłego prysznica. Bardzo trudne i meczące szlaki i brak informacji o tym, czy kiedykolwiek te piękne widoczki się pojawią. 

Jak się okazuje, jakieś widoczki zawsze się pojawią. Zależy, którą trasę wybierzemy - trudniejszą, prowadzącą na szczyt, czy tą prostszą, kierującą w dół. Trzeba tylko zmienić nastawienie i przestać skupiać się na wysiłku, tylko na celu. Przewartościowanie moralne. Ustalenie priorytetów w życiu. Wyjście ze strefy komfortu. Ze strefy ego. Pielęgnowanie w sobie dobrych nawyków i walka z tymi złymi.

Wszystkie trudne momenty są PO COŚ. Dostrzegamy w nas samych ogromną SIŁĘ. Nieograniczoną moc możliwości. Potencjał. Przeżyliśmy TO, to przeżyjemy WSZYSTKO. A potem przychodzi WSZYSTKO i znów na nowo odkrywamy w sobie jeszcze większy potencjał i SIŁĘ.

Pokonujemy kolejne granicę. Aż w końcu okazuję się... że granic nie ma. Że MOŻEMY dosłownie WSZYSTKO. Nie przeraża nas już żaden ból. Żadna opinia, żadne media, żaden obostrzenia, restrykcje, ograniczenia.

Jesteś TY. TU I TERAZ. WOLNY. Te wszystkie drogi, poprowadziły Cię na sam szczyt z pięknymi widokami. I w pewnym momencie czujesz, że już nie musisz schodzić, tylko zatrzymałeś się i podziwiasz. I nikt Cię stąd żadną siłą nie zabierze. Mogą przyjść niedźwiedzie, może być ulewa, burza z piorunami, ale Ty sobie zawsze poradzisz. I to jest cel w życiu. Sens życia. Bycie w pięknym miejscu, bo pełnym pewności siebie. Świadomości z przebytej drogi. I świadomość, że nie trzeba schodzić, bo wszystko jest TU.


No góry no. W górach jest zawsze najpiękniej. Jak to na szczycie. Jak to po przebytej ciężkiej trasie, ku celu. Tam gdzie wysoko, ponad marzeniami, bez dalszych oczekiwań, sam ze sobą, usatysfakcjonowany przebytą ścieżką. ❤

5 komentarzy

  1. Jeszcze do tej pory nie odważyłam się na morsowanie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie, że spędziłaś miło czas, ale morsować też bym się nie odważyła ;) ja wynajęłam ze znajomymi domek z bali w Zakopanem i też dobrze się bawiliśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super post! :-)

    Zapraszam na mojego bloga oraz Instagrama
    www.truskawkowa-fiesta.blogspot.com
    www.instagram.com/truskawkowa_fiesta

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli ktoś chce schudnąć to ja moge polecić tabletki z tej strony: https://dietalux.wordpress.com/ pomogły mi schudnąć 15 kg bez efektu jojo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam takie klimaty. Dla mnie nawet największy wysiłek w Górach to przyjemność, a jaka pożyteczna!

    OdpowiedzUsuń

TOP